Mielno - odchudzanie
W Mielnie dokonałem cudu. Jako zażarły i zaciekły łasuch nagromadziłem przez lata tłuszczyku nawet spore ilości i kiedy było już tego za dużo, to postanowiliśmy z żoną powalczyć ze zmorą, która nas oboje dopadła w wieku średnim. W jednym z pism o zdrowym żywieniu ( tak, tak w desperacji zacząłem czytywać te bzdury ), wyszukałem ofertę hotelu
Mielno i pojechaliśmy. Do Mielna przybyliśmy na wieczór. Całą drogę marzyliśmy z żoną o goloneczce, flaczkach i pudełku czekoladek, a tu nam chamy mięso gotowane i gotowaną marchewkę zaserwowali i to ile jeszcze, no nie, to chyba dla przedszkolaka za mało. Mielno zapamiętam jako drogę przez mękę. Takiego wycisku nie dostałem nawet w wojsku. Żonka zaciskała zęby, ale po minie widziałem, że gdyby mogła to by mnie za moje idiotyczne pomysły wczasów odchudzających zabiła. Nie ma źle - po tygodniu zaczęliśmy się już czuć dobrze. Skurczyły się nam żołądki i wysiłek fizyczny jakby spowszedniał. Po trzech tygodniach zrzuciliśmy, ja 14 kg, żona 11 kg i czuliśmy się, jakby świat się przed nami otwierał. To był dopiero początek nierównej walki ...